Kiedy podałem mu pokryty znakami kamień, długo ważył go w dłoni bez słowa.
No tak, a jednak znalazł pan dom, którego nie ma – a możne nigdy nie było –
może są tylko drogi, które do niego prowadzą. Tylko drogi.
/ Adam Wodnicki
technika: kamień / woda / video
wymiary: 130 x 60 x 70 cm
muzyka: Ewa Landowska, Maciej Terlecki
Inspiracją, w procesie kształtowania formy, była sztuka paleolityczna, dla której kluczową rolę stanowiła twórcza kontemplacja powierzchni skalnej i otoczenia, znalezienie właściwej relacji pomiędzy współoddziaływaniem przestrzeni pierwotnych i tych poddanych obróbce rzeźbiarskiej.
Powierzchnia bryły przyjęła formę odcisku kobiecego ciała. Odcisk, choć zdecydowanie przedstawiający, nie jest jednak naturalistyczny, nie odzwierciedla realnej anatomii – jest raczej swoistą wariacją wynurzeń cielesności, która w kontraście do nieruchomej masy bryły kamienia nadaje jego powierzchni wrażenie płynności i nieuchwytności. Kontrast surowych zewnętrznych ścian kamienia, nawiązuje do naturalnych procesów degradacji materii. Sposób kształtowania kamienia, przywodzi na myśl drążenie wody, a jej obecność w zagłębieniach formy wydobywa, poprzez rozprowadzenie jej po powierzchni dłonią widza, jego wnętrze i kolor, właściwy ostateczny kształt rzeźby. Woda nadaje głębię, przyobleka w ciało pierwotnym oceanem, wezbranym i pomarszczonym, którego szum wybrzmiewa w etnologicznej bliskości słów, takich jak matka i morze.
Odbiorca, niczym pielgrzym, wędrując dłonią po archetypicznym ciele bogini, przywołuje ją do życia. Jego zaangażowanie jest warunkiem objawienia wizerunku, który zmienia się niczym duch, tak długo, jak długo kamień wysycha. Jego powierzchnia bieleje i ostatecznie obraz głębi zanika… zostaje po nim tylko niewielki ślad na szczycie napiętego podbrzusza.
Pomimo niewzruszoności materii, z której została wykonana, moja «pierwotna bogini» jest jednak bardzo ludzka – nie wystarcza sama sobie, przeciwnie – zdaje się potrzebować dotyku. Czy zaklęta w martwym kamieniu jest wciąż odnowicielką życia, czy też sama wyczekuje gestu ożywienia… Jej “zależność“ zdaje się głęboko kontrastować z wyniosłą obojętnością pradawnych dolmenów i świętych pogańskich kamieni. Jednakże mimo to bogini nie pozostaje niema… Nieruchoma czeka – bóstwom nigdy się nie spieszy, nie czują wstydu, trwogi ani fascynacji. Zapewne dlatego z taką ciekawością wpatrują się w nasze uczucia i emocje. Możemy je dostrzec na towarzyszącej rzeźbie projekcji, na której rożne osoby dokonują rytualnego obmycia kamienia. Całość nawiązuje do wspomnienia jakiegoś rytuału. Gesty dłoni, ich tempo, sekwencja, sposób dotykania materii są różne. Każda osoba samotnie odbywa swoją drogę oczyszczenia – dotykając bowiem jesteśmy dotykani, stykamy się nie tyle z kamiennym ciałem, co z samymi sobą… podobnie jak wizerunek Kobiety, który poprzez nasz dotyk wyłania się z kamiennego wnętrza – nasza wewnętrzna kobiecość wyłania się z nas… czeka i oddycha spokojnie..
Forma rezonuje szeregiem atrybutów pierwotnej kobiecości: naczynie, góra, skała, woda, krajobraz, kamień, śmierć, przemijanie. Poprzez motyw rytualnego obmywnia, przywodzi na myśl również wspomnienie nieczystości rytualnej, ale także tej związanej ze śmiercią. Przywołuje poranek Zmartwychwstania i nagrobny kamień, obraz wędrujących do grobu w ciemnościach nocy kobiet. Towarzyszą one rzeczywistości śmierci, rzeczywistości obumierania w sposób najbardziej bezpośredni: wejście do wnętrza grobu (wykutego w skale), droga przez noc, namaszczanie (Dotyk!) martwego ciała… To one także, nie bez przypadku, celebrują jako pierwsze tajemnice Zmartwychwstania. Niczym pierwotna Bogini, niewiasty towarzyszą i asystują misterium. Przejściu z życia do śmierci i ze śmierci do Życia.









