(…) Because there is no other time than this, every time-existence is the whole time:
one blade of grass,wood (…) is time. Every moment of time contains within itself
every existence and every world.
/ Sōtō: Kigen Dōgen
Wzajemne oddziaływanie kultury i natury jest tak naprawdę opowieścią o dwóch walczących ze sobą cywilizacjach, z których jedna – ludzka – pozwala nam lepiej żyć (wedle definicji dobrego życia, którą w danym momencie rozwoju człowiek uważa za najtrafniejszą, co rzadko w historii świata oznaczało najlepszą) a druga – cywilizacja drzew – pozwala nam przeżyć. To “Życie samo“ – Życie-istnienie – jest zatem kluczowym obiektem troski, zarówno w kontekście jednej, jak i drugiej cywilizacji. Istnieć bowiem to – parafrazując myśl Anne Game – być wcielonym w Czas.
Czas, który z jednej strony pozwala nam przekształcać siebie i świat wokół nas, z drugiej jednak zakorzenia nas w doświadczeniu śmierci, przemijalności, nieprzewidywalności “jutra” – w uwłaczającej naszym ambicjom zależności od świata natury, z którą chcąc nie chcąc niezmiennie stanowimy jedno. Choć od wieków jesteśmy uwikłani w konieczność walki o przetrwanie, a natura wydaje się naszym podstawowym wrogiem, warto chwilę zastanowić się, czym jednak w istocie jest owa “walka” i owo „prze-trwanie”?
Co rzeczywiście pozwala nam żyć? Nie chodzi tu przecież o iluzoryczność “zwycięstwa jednej ze stron” lecz o coś znacznie głębszego, ukrytego u samych korzeni naszego wspólnego istnienia, relację, którą Emile Durkheim podsumowuje w słowach: „W epoce kryzysu klimatycznego musimy zatem dostrzec, że w kontinuum zmian, jakim jest świat naturalny i społeczny podstawowe pojęcie to nie „ludzie” i „Natura” jako dwie oddzielne rzeczy , ale ludzie w naturze.„
Czy świadomi tego, że dostrzeżemy jedynie to, co pozwolimy sobie zobaczyć jesteśmy wciąż gotowi zadawać sobie pytanie, jaki jest świat poza naszym patrzeniem? Tam, gdzie wszystko zaczyna się od początku – gdzie ciemność, materia, światło i czas wrastają konarami w kopułę nieba?
Prezentowane podczas wystawy fragmenty drzew, relikty dawnego życia są formą małej epifanii, poetyckiej interpretacji świata i naszej wobec niego relacji.
W projekcie symbolem tej ciągłości stały się drzewa, będące ucieleśnienie obrazu czasowości w naturze. Swoim bytem wskazują one bowiem na pewien szczególny charakter istnienia w relacji do otaczającego świata, w którym zawiera się trwanie – będące podstawą istnienia.
Paracelsus pisał, że drzewo ma dwie formy – elementarną i astralną, elementarną widać, ale astralnej nie. Zważywszy jednak na to, jak długą drogę przeszła ludzkość przyglądając się drzewu, próbując je zrozumieć, żyjąc pod i z nim, łatwo dostrzeżemy, że choć niewidoczna, astralna forma drzew od niepamiętnych czasów pozostaje żywa i obecna – zostawia ślady, towarzysząc nam od początku i towarzysząc do dziś… To właśnie ona przywołuje w sobie niemilknące pytanie o czas, które w istocie jest pytaniem o naturę naszych związków ze światem.
Sposób prezentacji nawiązuje do sztuki artystycznego eksponowania kamieni i skał – sueseki. W tym wypadku motyw kamieni został zastąpiony przez zbierane nad brzegiem górskiego jeziora niewielkie fragmenty drzew, które znaczą ślad osobistej twórczej i egzystencjalnej wędrówki autorki, stając się, podobnie jak sueski, obiektami kontemplacji, symbolami życia w prawdzie o jego kruchości, pięknie i przemijaniu. Są „ocaleńcami” – Świadkami zmiany w cyklu istnienia. Ich materia przez setki lat poddana została zderzeniu wszystkich sił natury, jak również działalności samego człowieka.
Wybór fragmentów drzew nie był przypadkowy, bowiem w biologicznie dosłowny sposób kształtują one nasz klimat, tworząc przestrzeń istnienia dla naszego ludzkiego życia.
Ponosząc przy tym również brutalne konsekwencje naszej działalności. Ten aspekt został przedstawiony w pracy przez nawiązanie do postumentów zaprojektowanych w formie betonowych prefabrykatów, tworzących symboliczny cywilizacyjny „las”, gdzie to co naturalne zostaje osamotnione i wyobcowane… istnieje już tylko w postaci szczątkowych ułomków… reliktów dawnego świata. Świata, od którego przyszłości zależy także nasze istnienie.
W tym miejscu instalacja rzeźbiarska łączy się z towarzyszącą jej fotografią Edyty Dufaj. Osamotnione w przestrzeni miejskiej drzewa jawią się niczym niewygodni intruzi, których krucha naturalność przytłoczona działalnością naszej cywilizacji staje się jaskrawo obca, niemalże wyzywająca przez tlącą się w niej siłę niezależnego od nas życia, przetrwania i swoistego oporu…
Nie jest to jednak opowieść o drzewach, lecz o nas – ludziach – gdyż jak przyznaje autorka, te drzewa, te drzewa są lustrem naszej własnej natury, obrazem naszego własnego pogłębiającego się osamotnienia.









