OIKOS III

Now is the dark half of the year passing 
Now do the days grow light,
and the Earth grows warm 
I summon the spirit of these seeds 
Which have slept in darkness
Awaken, stir, and swell 
As you are planted in the Earth 
To grow and bring forth new fruit. 
Blessed be! 

Błogosławieństwo Celtyckie


technika: własna / ziarna soczewicy / instalacja multimedialna 
wymiary: 150 x 90 x 70 cm

Instalacja poświęcona ambiwalencji dotyku, jako źródła doznań zmysłowych i emocjonalnych – ziarnisty tors, wewnątrz luźny, pozwala na zanurzanie dłoni w jego materii. We wnętrzu umieszczone są mikrofony, zbierające dźwięki wykonywanych ruchów. Nagłośniony szum osuwających się ziaren rozchodzi się po całej sali. Intymna przyjemność, zanurzaniu dłoni w torsie ma kontrastować z drażniącym echem dźwięku prowokowanego przez dotyk widza. Przestaje być on doznaniem intymnym, prywatnym, własnym. Odbiorca, który podejmuje ryzyko dotyku, staje się w pewnym sensie intruzem – przekracza dystans – Jego obecność wydarza się jako wtargnięcie, naruszenie wewnętrznej integralności, struktury całego obiektu. Odbiorca, wchodzący w interakcje z rzeźbą, jest już nie tylko widzem, ale inicjatorem zdarzenia. Jego gest stawia pytanie o poczucie odpowiedzialności wobec Innego, granicę pomiędzy własnym odczuwaniem a współodczuwaniem, pomiędzy intymnością a wspólnotą doświadczenia.

Ciężar koncepcji skupiony był na możliwości interakcji, jaka dawała ziarnista materia… Odruch przebierania, grzebania, zanurzania dłoni miał charakter podświadomy i atawistyczny, tak samo jak przyjemność doznań, którą prowokował. Materia ziaren przyciągnęła mnie swoją zmysłowością a także symboliczną głębią. Stwarzała wrażenie jakbym zanurzała rękę w niewidoczne ciało – stawała się gęstsza,w zależności od okalającej dłoń masy, lecz wciąż elastyczna, gładka i płynna na tyle, by pokonać jej opór. Opór. To słowo zdaje się być kluczowe, mimo, że tak rażąco kontrastuje z wrażeniem odczuwanej przez skórę przyjemności. W otaczającym nas nadmiarze bodźców i stymulatorów brak nam oporu wobec teraźniejszości. Właśnie opór wobec tego, czym jesteśmy, wobec możliwości, które urzeczywistniamy, stanowi sens myślenia jako kreacji. Tę rolę w mojej pracy przejmuje dźwięk. Dźwięk kwestionuje nas, ujawnia skrywane pragnienia, demaskuje. Poruszając dwie przeciwstawne strony jednego przeżycia, przywraca nas byciu „z sobą” – jakby to ujął Levinas – Twarzą w Twarz. Pozwalając na prawdziwą (nie pozorowaną) łączność z naszym wnętrzem, przestrzenią, w której konstytuuje się nasza cielesność. Ciało obdarza nas dotykiem, zarówno to symboliczne, ziarniste jak i fizyczne, ciało skóry na dłoni odbiorcy, realne, własne, którego gest, w kontekście symboliki ziarna staje się gestem przebudzania (się) do nowego życia. Gestem rytualnego przywracania kosmicznego porządku. Zmysłowość doznań i ruch dłoni wnikającej w głąb materii oraz forma rzeźby, eksponująca partie łona i brzucha wraz z linią rozłożonych ud, mają za zadanie postawić widza w sytuacji niejednoznaczności, ambiwalencji własnych intencji i doświadczeń, której problem musi rozwiązać sam. Tak jak w przypadku bliskości z drugim człowiekiem, nigdy nie pozostajemy w sytuacji swobodnego doświadczania granic w tym, co cielesne. Przeciwnie. Dotyk rezonuje w nas i rezonuje w Drugim. Mówimy (i czujemy), że czyjeś słowo lub zachowanie „dotknęło” nas, gdy sprawiło nam ból – zraniło, uraziło. Gest znaczy często tyle, co słowo, więcej nawet – słowo zdaje się być jedynie znakiem gestu… Zawarte w dotyku głębokie doświadczenie związku każdego ruchu ze wzruszeniem i emocją sprawia, że staje się on, poprzez ciało, podstawowym i zarazem najdoskonalszym instrumentem do wyrażania prawdy o człowieku, jego osobowości i uczuciach.

« Łono twe, czasza okrągła: niechaj nie zbraknie w niej wina korzennego! Brzuch twój jak stos pszenicznego ziarna » (Pnp 7,2–3).

Ziemia jest matką i kreatorką – rodzi i tworzy formy żywe, wyprowadzając je z własnej substancji. Materia podziela los matki. Między kobietą a ziemią, płodnością i urodzajnością jest magiczna nić empatii. Rolnictwo zostało wynalezione przez kobiety, które obdarzone zmysłem obserwacji miały sposobność zauważyć naturalne zjawiska zasiewu i kiełkowania. Jednak kobiecość ziemi nie jest jedynie kobiecością wiosny i narodzin – jest także kobiecością zimy i śmierci – obumierającego ziarna.

Niemalże od razu w moich wyobrażeniach forma przybrała kształt otwartego od góry ziarnistego antropomorficznego ciała – naczynia – spichlerza). Przywołałam ją instynktownie. Zarówno kształt jak i rodzaj materii nawiązywał do praobrazu Wielkiej Matki, karmicielki i dawczyni życia. Kilka miesięcy później podczas konferencji poświęconej badaniom nad szamanizmem, organizowanej przez Uniwersytet Poznański, znalazłam zaskakujące potwierdzenie tej intuicji. Mój pomysł (będący już wtedy w trakcie realizacji) powrócił echem głosu nieświadomości zbiorowej w opisie czynności rytualnych kobiet, z plemienia Saora. Specyfika wierzeń tego plemienia stanowi mieszankę wpływów taoizmu i shintoizmu. A w jej praktyce rezonują pozostałości kultu Wielkiej Matki. Szamani – którymi mogą być wyłącznie kobiety – dokonując rytualnego przywrócenia porządku kosmicznego, wypełniają naczynie kultowe ziarnem, a następnie zanurzając w nim dłoń, poprzez rytmiczną sekwencję ruchów, odgrywają na powrót mit stworzenia świata.