i nie ma cienia wątpliwości
że to glina udręczona tchnieniem Pana Boga
i przez każdego z nas gdy brak tchu
/ Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki
technika: konstrukcja stalowa / ceramika / pył / video
wymiary: 120 x 90 x 70 cm
To Instalacja, na którą składają się forma ceramiczna oraz projekcja. Jej kształt odnosi się do metafory naczynia. Wyraża kruchość materii, która odsyła nas do kruchości psychiki, duszy. Przekaz jest mocny i prosty – na projekcji forma wolno spada w dół, roztrzaskując się ostatecznie o podłoże. Wszystko dokonuje się bezgłośnie. Dopiero po chwili w ciemności rozlega się dźwięk roztrzaskujących się odłamków. Projekcja zdaje się przenosić zdarzenie w przestrzeń odmiennej rzeczywistości. Siła uderzenia z dużej wysokości przywołuje wrażenie wielkiego wybuchu, początku historii i życia. Wrażenie potęguje otulająca i odrealniająca cisza. Jakby wszystko działo się gdzieś we wszechświecie – poza zasięgiem grawitacji, poza przestrzenią świadomości. Rozbicie obrazuje destrukcję jako akt kreacji – wybór istnienia ku nowemu życiu? – istnienia ku wolności?
Metafora reparacji przegrywa z bezwzględnością doświadczenia. Symboliczne szczątki towarzyszące projekcji uświadamiają nam, że zaistniała strata jest bezpowrotna. Elementy stalowego szkieletu obejmują ceramiczne łupiny, nasuwając wielość niejednoznacznych skojarzeń. Z jednej strony podtrzymują fragmenty i scalają w całość rozbitą formę, z drugiej nie są jednak w stanie przywrócić jej istotowej pełni. Przywodzą na myśl raczej protezy lub narzędzia opresji, podtrzymujące dawno obumarły kształt. Wobec nich wyzwolenie wydaje się być jedynie złudzeniem. Dzieło jest odzwierciedleniem procesu dojrzewania do straty, poprzez nieudane próby odtworzenia obiektu, do akceptacji zdruzgotanych szczątek, które w maleńkich wirujących odłamkach kosmicznej katastrofy, rozsiewają nasiona nowego życia.






