Droga Męki rozpoczyna się od miłości i prowadzi ku Miłości. Zaczyna się tam, gdzie brakuje nam słów, gdzie tracimy grunt pod nogami, gdzie nie pozostaje nam nic innego, jak tylko kochać i przyjąć Życie takim, jakie się nam objawia — aż do końca. Bo na Golgocie, wbrew wszelkim pozorom, chodzi właśnie o Życie.
Życie ukryte w pęknięciach naszych ran, na pustyni naszych nadziei, w oschłości naszych serc, w milczeniu naszych śmierci. To pulsujące, drżące życie przeszyło moje spojrzenie, gdy ujrzałam te kawałki drewna. Leżały tam — rozproszone, porzucone, pozostawione własnemu losowi — nad brzegiem jeziora, pod moimi stopami. Głęboko poruszyła mnie ich wytrwałość. Pozbawione własnej tożsamości, okaleczone, te „okruchy” pozostałego istnienia, zagubione i u kresu sił wciąż czerpały ze Źródła Życia.
Stworzone do czułości i miłości, delikatne, kruche i drżące, wzywają do Spotkania. Odbijają moje własne cierpienie, moje rozdarcie, moje pragnienie odkupienia. Niezwykła więź splata się dyskretnie, krok po kroku, kawałek drewna po kawałku drewna, dzień po dniu, jakby moje własne istnienie wcielało się w ich włókna. Współbrzmienie i podobieństwo zbliżają nas do siebie — nas, dawnych bojowników nieokiełznanej natury, odrostów skazanych na przemoc zapomnienia.
Le chemin de la Passion commence par l’amour et va vers l’Amour. Il commence là où nous n’avons plus de mots, où nous perdons pieds, où il ne nous reste plus rien, que a aime… qu’à accepter la Vie telle quelle elle se presente, jusqu’au bout; car au Golgotha, contre toutes les apparences, il s’agit de Vie.
Vie cachée dans les fissures de nos blessures, dans le désert de nos espoire, dans la sécheresse de nos ceour, dans la silence de nos morts. Cette vie palpitante, frémissante transperça mon regard à la vue de ces bouts de bois. Ils étaient là, épars, abandonnés, laissés pour compte, là au bord du lac, traînant sous mes pieds. Il me touche profondement par leur resiliance. Dépouillés de leur identité propre, ces écorchés, ces « miettes » d’existence restantes-perdues, à bout de souffle, puisaient quand même à la source de Vie.
Faits pour la caresse et l’amour, tendres, fragiles et frémissants, ils appellent à la Rencontre. Elle reflete ma propre souffrance,mon deschirment, mon propre soif de la redemption ,Un lien improbable se tisse, discrètement, pas à pas, bois à bois, jour après jour comme si mon existence s’incarne dans leurs fibres. Résonance et ressemblance
nous arrachent nous, anciens combattants d’une nature indomptable, rejetons condamnés à la violence de l’oubli.
A l’ombre de l’ARBRE DE VIE, nous embrassons à nouveau ce désir de rédemption, la grâce salvatrice du Salut.





