technika: ready made
cykl 6 prac:
Toaletka z jeleniem
Włosy
Krzesełko
Dziewczynka
Koń na biegunach
Lisy
Dziedzictwo / Idea
Refleksja nad tym tematem jest wyrazem podejmowanego przeze mnie problemu powrotu do korzeni. Na podstawie różnych, zbieranych przez lata przedmiotów (stare krzesło, sukienka, lustro, czaszki zwierząt itp.) tworzę własny „senny” pokój – intymną konstelację znaczeń. Zbiór obrazów, śladów myśli, „rodzinnych” pamiątek, które mimo iż pochodzą z odmiennych światów i czasów, tworzą MOJE miejsce… Dziedzictwo, choć wydaje się odwoływać do przeszłości, jest w istocie tym, co określa nasze istnienie tu i teraz. Jako forma kształtowania wartości przybiera głęboko ambiwalentne znaczenie. Staje się symbolem ciężaru – naznaczenia, jak również zakorzenienia i ubogacenia. Chciane czy nie chciane, pierwotne, cywilizacyjne, rodzinne uświadamia, że nie ma istnienia poza relacją. Każda rzecz, osoba, zdarzenie, zdradza czyjeś istnienie. To ono udziela im kształtu. Rzeczywistość jest tworzona przez egzystencję – uwzględniającą to, co niewidoczne i co wymyka się naszej percepcji, pozostawiając jedynie ślady. Mimo wszystko jednak ślady obecności.
Rzeczy, które przeżywają człowieka stają się właśnie przedmiotami dziedziczenia, a przy tym symbolami, reliktami jego istnienia.
Toaletka z jeleniem
toaletka drewniana, lustro, czaszka, odlewana figurka jelonka
Czaszka jelenia wpatrzona w lustro toaletki. Na półeczce odlewana figurka jelonka. Doskonałość formy – wyobrażenia, spotyka odbicie rzeczywistości. Lustro – jest odzwierciedleniem naszych wysiłków dążenia do ideału – obraz czaszki wpatrującej się w lustro, przenika coś dramatycznego. Zapatrzenie w ideał, zamknięcie w wyobrażeniu które jak czaszka oznacza śmierć. Para oczodołów nie napotyka spojrzenia – tych oczu już nie ma, w pustce zagłębień wciąż kryje się jednak fiksująca pamięć i nieustanne wyczekiwanie, gest wypatrywania bez nadziei na bycie ujrzanym, bez szansy na dostrzeżenie?… To opowieść o przodkach, o dziedziczeniu martwych ideałów, wpatrzeniu we wzorce, które zatraca życie… Poroże – symbol hierarchizacji – znika. Rzeczywistość bez ograniczających ram światopoglądowych, społecznych, dziedzicznych, bez nadziei na ideał, przynosi wyzwanie – wolność. Pozostaje akceptacja, albo śmierć. Figurka jelonka, precyzyjnie wykończona, pomimo upośledzającego braku nogi… przetrwała… kuśtyka dumnie wolna od martwego spojrzenia-osądu.

Włosy
stare żelazne łóżko, koszula nocna, skóra z dzika
Myślę o włosach jako sierści, w którą można wtulić się lub schronić… Jak o prastarym sprzymierzeńcu. Ich długość zamyka upływ czasu w prostotę linii, nieład – materializuje stan ducha stopniem splątania życiowych ścieżek. Te niezawisłe pozostałości pierwotnej zwierzęcości rozpaczliwie przywołują potrzebę bliskości… Pochylam się nad nimi, wyczesując.
Dotyk – reaguję na niego z porażającą wrażliwością – szarpać za włosy, ciągnąć, głaskać… najlepiej by dotyk był obcy, inny, odmienny… Kucam na podłodze i z najwyższym skupieniem, bliskim kontemplacji, rozdzielam, porządkuję, łuskam, czasem szarpię, gdy brak cierpliwości… Skręcają się niepostrzeżenie z tyłu głowy, wystarczy jedna noc – skołtunionych myśli. Niektórych to boli, takie niezaczesane włosy, jak nieuładzone życie… Patrzę na zdjęcia z dzieciństwa: krótkie, krótkie, krótkie – „Nie chciałaś się czesać”- mówi mama – ”chciałam, żebyś jakoś wyglądała – jakoś porządnie, schludnie” (…) Zawsze wojowałyśmy o te włosy… aż do tego wieczoru po 30 latach (…) Kucam na balkonie w domu, to już jak rytuał, mama staje w drzwiach, przygląda się – czas mija… ”Dziecko, to tak dużo wysiłku z takimi długimi włosami” – „po co to komu” już mam dopowiedzieć w myślach – ale słyszę: „pozwól, pomogę ci… pewnie trudno wyczesać te z tyłu…”. Trudno, bardzo trudno, przez moment wzdrygam się, jakby ten dotyk mógł mnie zanadto obnażyć, pokazać wrażliwe miejsca… ale zgadzam się… może z pierwotnej potrzeby, wspólnoty… może tylko z wygody… obie jesteśmy w napięciu… ona, która dotyka włosów swojego niezaczesanego dziecka… i ja…
Z czułości, krok po kroku, rozplątuje jeden po drugim – „o i jeszcze tu i tu… o, nawet nie będzie trzeba obcinać… naprawdę długie masz te włosy” – zauważa niemalże z uznaniem. I kontynuuje… w skupieniu, delikatnie… żeby nie zaburzyć bliskości…


Krzesełko
stare drewniane krzesło, kasetka na biżuterię, szczęki lisa
Krzesełko, XX wiek, wdzięczne, dziewczęce, przywraca na myśl powolne słoneczne popołudnia zamierzchłej epoki niczym jakieś odległe wspomnienie obcych oczu. Krzesełko… i ona… która siedzi i szyje… Szyje i milczy… Milczy długo z zamkniętymi ustami. Milczy i odważmy się wreszcie powiedzieć to słowo, którego się lękam: myśli… Dłoń uzbrojona w stalowy grot porusza się miarowo… Ach te młodziutkie hafciarki z dawnych lat, na twardych stołeczkach, wtulone w obszerne spódnice swoich matek! Macierzyńska władza więziła je tam latami, nie ruszały się stamtąd, chyba że po nowy motek lub…
„(…) Ponad tym szyciem splatają się całe pokłosie cierpliwych obserwacji. Niedługo przyjdą inne zaciekawienia, inne pytania, a przede wszystkim inne milczenia. I myślę – „ Oby była dzieckiem skłonnym do zachwytu i szczerym, które pyta śmiało z otwartymi szeroko oczami…” – lecz w głębi duszy wiem już od dawna… zbyt blisko jest prawdy i zbyt blisko natury, by nie odczuwać, że instynkt, najbardziej majestatyczny i największy przynoszący zamęt, każdego wprawia w popłoch, i każdemu gdy się z nim zetknie przystoi zadrżeć, zamilknąć i kłamać.” / Colette „Dom Klaudyny”


Dziewczynka
sukienka dziecięca, manekin dziewczynki (10 lat), klatka, zabawka dziecięca, video kadry z filmu „Sit down with lion cubs at woodland park”
Matka: zwierzę w klatce instynktu i cywilizacji, pod fałdami dziecięcej koszulki nieprzerwanie czujna, dojrzewa…
Patrzę na nią z podziwem: dziewczynki kochają zwierzęta, zwłaszcza te dzikie i niebezpieczne. Może to pozostałość po pierwotnej więzi z naturą? A może głęboko skrywana tożsamość naznaczona tym samym obłąkańczym instynktem? Bycie kobietą, bycie matką… Niczym niezmącona troska i bliskość wypełnia wnętrze małego betonowego wybiegu, nie zważając na zatrzaśnięte metalowe drzwi… Z zaskoczeniem dostrzegam, że mimo niewoli zwierzęta nie tracą nic ze swego dostojeństwa, każdy ruch zdradza ich pierwotne dziedzictwo… Może to właśnie dlatego z taki trudem patrzymy na te dzikie w zamknięciu – uświadamiają, że wolność nie zależy od tego, po której stronie krat jesteśmy… Nie mamy zresztą na to zbyt wielkiego wpływu – bycie kobietą – bycie matką, bycie córką, bycie dziedziczką – czułą, autorytarną, niepodległą służebnicą odwiecznych konieczności natury… Zamknięcie jest nieuniknione, jesteśmy skazani na utratę wolności, tak jak jesteśmy skazani na utratę ciszy i na nasze dziedzictwo. A przecież ona wciąż ma wybór… mogę jej go dać.. wystarczy uchylić drzwi klatki…



Koń na biegunach
instalacja kinetyczna, stary koń na biegunach, gablota


Lisy
etola z lisa, futerko gronostaja


